piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 58

Kilka głębokich wdechów i biorę się za pisanie tego rozdziału...
No to powodzenia dla mnie :p
________________________________

***oczami Rose***

Gdy otwarłam oczy zobaczyłam szare ściany, chwile mi zajęło nim uświadomiłam sobie że jestem w lofcie Harry'ego ponieważ prawie do samego rana siedzieliśmy nad papierami, z trudem poruszając ręką gdyż była odrętwiała po spaniu na niej wymacałam telefon i zerknęłam na wyświetlacz. O mało się nie przewróciłam, znaczy siedząc oparta o jakiś fotel mogłabym mieć z przewróceniem się problem, ale gdy zobaczyłam że jest już prawie piętnaście po dziesiątej to moje serce stanęło. Potem zobaczyła jedenaście nieodebranych połączeń.
- O kurwa - syknęłam budząc przez przypadek Hazze.
- Kochanie śpij jeszcze, spokojnie - powiedział przez zamknięte oczy, przypuszam że nie podejrzewał że jest już po dziesiątej.
- Harry już dziesiąta.
- Yhym - jęknął cicho.
- Dziesiąta, jest wtorek... Wtorek dziesiąta - gdy powtórzyłam to po raz drugi szybko poderwał się na nogi.
- O kurwa - usłyszałam tylko z jego ust gdy biegiem przeskoczył sofę i prawie się zabijając wbiegł do łazienki - kochanie dwie minuty i jedziemy, kurwa. Kurwa. Kurwa - słyszałam tylko zza zamkniętych drzwi, sama szybko podbiegłam do wielkiego lustra i z trudem poprawiłam rozrzucone włosy, szybko zmyłam wczorajszy makijaż. W biegu łapałam torebkę, drzwi do loftu zamknęły się za nami z wielkim impetem. Próbowałam dodzwonić się do kogokolwiek ale nikt z osób które do mnie dzwoniły nie odbierał. W szpitalu byliśmy po pięciu minutach, choć przepisowa jazda powinna nam zająć conajmniej dwadzieścia minut.
- Na pewno dostaniemy kilka mandatów - szepnęłam gdy razem biegliśmy do szpitala z parkingu. Za swoimi plecami usłyszeliśmy kilka wyzwisk. Zatrzymaliśmy się prosto przed drzwiami na oddział ale gdy je otworzyliśmy nie było już Gemmy w inkubatorze.
- Gdzie moja córka! - krzyknęłam na pielęgniarkę, która zaskoczona prawie się przewróciła.
- Tutaj - usłyszałam za sobą znajomy śmiech, to była Perrie - próbowaliśmy się do was dodzwonić ale w końcu domyśliliśmy się że usnęliście nad papierami nad ranem więc sami przyjechaliśmy do szpitala. Zayn właśnie tłumaczy temu durnemu lekarzykowi że mamy prawo zabrać Gemmę do domu - znów się zaśmiała, na mojej twarzy malowała się ogromna ulga i wdzięczność. Usłyszałam podniesione głosy i zobaczyłam lekarza który wręcz wbiegł na oddział a za nim spokojnie wmaszerował Zayn.
- Nie pozwolę państwu zabrać tego niewinnego dziecka! - krzyknął w stronę mulata a ten się uśmiechnął szyderczo. Wiedziałam że już nas zauważył, jednak lekarz wręcz przeciwnie.
- Jeszcze się zobaczy - wyszczerzył zęby i zrobił kro w kierunku lekarza.
- Nie ma mowy! Słyszałem o panu wiele rzeczy i to nie było nic dobrego! Nie pozwolę! Wezwę ochronę! - krzyczał aż w końcu poczuł czyjąś dłoń na ramieniu. Lekarz krzyknął i odwrócił się w stronę rozbawionego Harry'ego. Pezz podała mi Gemmę by móc zacząć ją pakować.
- Proszę odłożyć to dziecko! - krzyknął do mnie, zdziwienie wymalowało się na mojej twarzy.
- Słucham?! - cała nasza czwórka zerknęła na niego.
- Wczoraj się dużo o was dowiedziałem! Nie oddam wam dziecka! - krzyczał i powoli zbliżał się w moją stronę. Popatrzyłam na Pezz i obie wybuchnęłyśmy śmiechem, nie odkładając córeczki do wózka ruszyłam w stronę głupiego mężczyzny ciągle się uśmiechając. 
Na jego twarzy malowało się zdziwienie za to nas cała sytuacja bawiła. Myślał że coś zdziała? Że pozwolę mu odebrać mi, nam Gemmę? Czy on był aż takim idiotą? Popatrzyłam w jego oczy, w moich oczach był ten dobrze znany wszystkim błysk. Nie pozwolę skrzywdzić mojej rodziny, a ta mała istota jak i wszyscy przyjaciele byli po prostu moją rodziną - Lou, El, Zayn, Pezz, Niall, Sophia a nawet Liam byli dla mnie po prostu rodziną o którą należało walczyć. 
Harry wziął ode mnie małą i położył ją do wózka, do którego lądowały ostatnie nasze rzeczy ja ciągle powoli zbliżałam się do lekarza, który powoli cofał się w tył. Jednak za sobą miał tylko ścianę, jego plecy już prawie jej dotykały a po chwili zaczęły na nią napierać tak jakby chciały przesunąć ją w tył, całym sobą pragnął by ściana nagle zniknęła. Jednak zamiast znikającej ściany poczuł mój ciepły oddech na szyi, jego ciało odrętwiało, mięśnie się napięły.
- Odbierz mi ją - zaśmiałam się mu prosto do ucha.
- J-j-ja-ja - jąkał się.
- No dalej spróbuj mi ją odebrać - syknęłam przez zęby jeszcze raz, z jego twarzy odpłynęła krew, nogi się pod nim ugięły - tak też myślałam, wiec nie wpierdalaj dupy w nie swoje sprawy i zajmij się innymi dzieciakami.
- N-ni-nie m-moż-żecie j-jej w-wziąć - jęknął cicho.
- Bo?! - syknęłam - Zabronisz mi zabrać własnej córki do domu?
- T-t-tak.
- Spróbuj - zaśmiałam się, za mną stanęła Perrie.
- Rose, nie warto. Nie może ci zabronić zabrać twojego dziecka do domu. A sprawy w sądzie przez takiego, przez takie coś nie warto mieć - zaśmiała mnie i odciągnęła a ja przyznałam jej rację. Przykryłam mają kocykiem i ruszyliśmy do wyjścia.
- Gdzie Theo?
- Z El w domu - powiedział Zayn otwierając przede mną drzwi - może my weźmiemy małą bo mamy już przymocowany fotelik w samochodzie - stwierdził a ja zgodziłam się kiwnięciem głowy podczas wkładania go do ich samochodu i zapinając fotelik. Perrie usiadła z przodu i odwróciła się w tył, posłała mi pokrzepiający uśmiech.
- Do zobaczenia za dziesięć minut w domu - pożegnałam się z przyjaciółką i wróciłam do samochodu Harry'ego, Zayn poczekał aż zamknę drzwi i dopiero odpalił silnik ruszając. Jadąc ulicami musieliśmy zabawnie wyglądać - dwa czarne Land Rovery z przyciemnianymi szybami, jadące niezbyt ostrożnie ale jednak ostrożnie. Zresztą zarówno Harry jak i Zayn byli świetnymi kierowcami więc nie musiałam się bać że coś się stanie. Gdy stanęliśmy na podjeździe z domu wybiegła El która zaczęła na mnie i Hazze wrzeszczeć za nieodbieranie telefonu i w ogóle wszystko. Uspokoiłam ją i weszliśmy do domu. Theo leżał w leżaczku w salonie a obok niego siedziała Sop, w kuchni krzątał się Liam przygotowując herbaty. Usiedliśmy na sofie, uprzednio umieszczając Gemmę w drugim leżaczku dla niemowlaków.
Rozmawialiśmy kilkadziesiąt minut nim zaczęły się awanturować maluchy, spokojnie obmówiliśmy plany na przyszły tydzień. Wszyscy też zaoferowali chęć pomocy przy dzieciakach, ale i tak byłam pewna że wszyscy z chęcią pomogą przy opiece nad nimi. Jedna z dziewczyn która pracowała u nas jako pomoc domowa przyniosła dwie butelki mleka, czasem dziwiło mnie jak rzadko je widujemy pomimo pełnego wymiaru pracy i tego że jest iż ach pięć. Jednak dom był ogromny a my staraliśmy się część rzeczy robić jednak samym, no chyba że nam się nie chciało lub byliśmy zajęci jakimiś obradami czy coś.
Harry wziął Gemmę a Liam zaczął karmić Theo, wyglądali tak słodko z niemowlakami na rękach.

___________________________
10 komów = NEXT
Mam nadzieję że rozdział się wam spodobał :P
Pozdrawiam z wypraw w poszukiwaniu weny xD Chyba wystarczy mi dobry dzień, jednak ciągle poszukuję spokoju i radości z pisania.
Mam nadzieję że się podoba i że będziecie wyczekiwać następnego.

12 komentarzy:

  1. Awww jak słodko. :) Fajne wyszedł ci ten rozdział. Ciekawe co będzie dalej... Życzę weny.
    -Biała xoxo

    OdpowiedzUsuń
  2. życzę weny
    jak zwykle cudny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  3. czekam z niecierpliwością

    OdpowiedzUsuń
  4. hahaha biedny lekarz xd
    rozdzial i kilka poprzednich zajebiste <3

    OdpowiedzUsuń
  5. zajebisty jak zawsze

    OdpowiedzUsuń
  6. kiedy następny

    OdpowiedzUsuń
  7. błagam dodaj dzisiaj kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  8. fajny jak zawsze

    OdpowiedzUsuń
  9. kiedy następny
    ania

    OdpowiedzUsuń