sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział 44

MIŁEGO CZYTANIA przypominam że jest chora i będę pisać tylko gdy będę w stanie. Choć będę się starać jak najczęściej *.* Kocham was... Mam nadzieję że się wam spodoba i wybaczcie mi nieregularność.
___________________________________

***oczami Harry'ego***

Liam upuścił kubek który trzymał a na podłogę rozlała się kawa. Patrzył przez chwile na blondynkę, potem przerzucił wzrok na mnie, a ja nie miałem pojęcia co powiedzieć. Tak jak on myślałem że ona nie żyje, jeszcze jakiś czas temu razem z nim szukałem jej jednak wszystkie ślady wskazywały na to że ona nie żyje. A teraz jak gdyby nigdy nic, w najgorszej nocy mojego i Liam'a życia ona się pojawia.
- Ruth? - powiedział cicho gdy w końcu się otrząsnął, początkowo myślałem że za chwilę mnie zabije bo stwierdzi że to jakiś mój podstęp.
- Tak braciszku to ja - zaśmiała się a ja zastanawiałem się co ona tu do cholery robi...
- Ale ty... Ty... Nie żyjesz - wymusił z siebie a ona weszła do samochodu i zamknęła drzwi. Jej wyraz twarzy mówił "przepraszam, nie chciałam byś się martwił".
- Nie tylko ty tak myślisz braciszku. A raczej myślałeś. Musiałam się ukryć. Przepraszam.
- Mogłaś mi powiedzieć. Pomoglibyśmy ci a nie, uciekłaś i wszystko okej?
- Wiem źle zrobiłam. Ale to dla twojego dobra.
- Jestem twoim starszym bratem, ja si powinnem martwić o Ciebie a nie ty o mnie.
- Li... Zrobiłam to bo byłam w niebezpieczeństwie. Ukryłam się i przeczekałam i wszystko zaplanowałam a potem wróciłam i się z nimi rozprawiłam.
- Mogłem ci pomóc!
- Chciałam ci pokazać że potrafię sama o siebie zadbać i że nie zawsze musisz się o mnie martwić.
- I dlatego cholera zniknęłaś na prawie rok?!! Dlatego pozwoliłaś mi się martwić?! Dlatego pozwoliłaś mi myśleć że jesteś martwa!? - krzyczał a po jego policzku ciekły łzy. Jednak nie pozwolił jej podejść, ona usiadła i tylko go słuchała.
- Liam... - chciała zacząć ale ucieszył ją gestem.
- Martwiłem się. Nie jadłem. Nie piłem. Nie spałem. Po nocach zastanawiałem się co zrobiłem nie tak że zginęłaś. Zastanawiałem się jak bardzo złym starszym bratem byłem.
- Liam to nie tak byłeś. Jesteś i zawsze będziesz najlepszym bratem - powiedziała na jednym tchu by ten jej nie przerwał - każdego dnia o tobie myślałam każdego dnia zastanawiałam się jak się czujesz i czy żyjesz. Martwiłam się - powiedziała i go przytuliła.  Cieszyłem się szczęściem przyjaciela ale musiałem mu przypomnieć że dwa najważniejsze dla nas kobiety są w środku i mogą być w niebezpieczeństwie.
- Ej wiecie że ja was bardzo wspieram. Ale Liam pamiętasz...
- O boshe ona tam dalej jest. Jak mogłem zapomnieć że Sop dalej jest w niebezpieczeństwie.
- No właśnie - powiedziała Ruth a my ma nią popatrzyliśmy.
- Taaak?
- Nie uzgodniłam z nią żadnego planu ale gadałam z nią gdyby nie ona pewnie by mnie tu nie było bo nie miałam pojęcia że tu jesteście.
- Więc... Co z nimi? - Liam próbował ją ponaglić.
- No właśnie więc Sop porwała do tańca ochroniarzy Wita. Są lekko wstawienii ale ciągle trzeźwi.  Chyba chce ich jeszcze trochę podpić, zamówiła najmocniejsze drinki. A ta druga...
- Rose - jęknąłem mimowolnie.
- Właśnie Rose... Ona siedzi z Wito,  jest pijany i to kompletnie - zaśmiała się i popatrzyła na mnie - no i się do niej dobiera.
- Co kurwa???
- Przejmujesz się przynętą? - zdziwienia w jej głosie nie dało się nie wyczuć.
- Nie denerwuj mnie. Przynęta spiepszyła sprawę i moja laska się tam naraża.
- Nie widziałam. No więc twoja laska ma gorzej bo Wito ją obmacuje i w ogóle a ona nie może nic zrobić bo by się zdradziła.
- Idziemy tam - zdecydowałem.
- Ja mam lepszy pomysł.
- Jaki?
- Wezmę twój numer albo Liam'a i pójdę do środka. Pośle wam sygnałek i wy w ciągu minuty wejdzie cie wtedy do środka.
- Dobra. Ale błagam...
- Ta wiem... Postaram się jeszcze ich podpis ale wiecie że to może mi się nie udać.
- Wiemy ale spróbuj. Im bardziej pijani tym szybciej i ciszej.
- Ale zawsze tak samo łatwo - zaśmiała się i wyszła. Bałem się że może jej się nie udać wejść, ale szybko poradziła sobie z ochroniarzem.

***oczami Ruth***

Plan był banalny, ale takie były najgorsze. Był zbyt łatwy, co sprawiało że mógł się nie udać. Gdy Sop zobaczyła mnie samą o mało nie zmalała najwyraźniej nie pomyślała że mimo wszytko możemy jakiś plan "B" czy tam "C" wymyślić. W końcu planem B było działanie Rose, szczerze powiedziawszy niezwykle odważne. Jednak teraz wszystko zależało od chłopaków, bo mogliśmy zginąć wszystkie trzy lub też nie. Zauważyłam że ochroniarze prawie się przewracają co tylko upewniło mnie w tym że Sop ich upija. I to bardzo dobrze. Wito prawie spał, co było sprawką Rose. Obie były dobre, a teraz czas na mnie.
___________________________________
Tak jak już mówiłam, jestem chora. Ale jako iż są wakacje będę się starała dodawać rozdziały codziennie. Max co dwa dni.
Mam nadzieje że wam się podoba... Proszę o komentarze i o obserwacje. Każdy komentarz sprawia że mam większe chęci pisać.
Dołujące jest to że czytacie i chcecie więcej ale nie komentujecie :C Mam nadzieję że tu napiszecie co o tym fanfiction myślicie.

5 komentarzy:

  1. Świetny dawaj następnego :) Wika

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny <3 kocham twoje opowiadania i ciebie <3
    P.S.
    Dziś zacznę tłumaczyć bo nie mam gorączki /Lizzie_69

    OdpowiedzUsuń
  3. Co tu dużo pisać świetny rozdział jak zawsze zresztą czekam z niecierpliwością na nexta / zakochana fanka XD

    OdpowiedzUsuń
  4. Daria
    Świetny jak zwykle <3

    OdpowiedzUsuń